czwartek, 1 stycznia 2015

O dwujęzyczności słów kilka




Dziś ciekawy fragment z niezwykle cennej książeczki-poradnika "Błędy mamy i taty" autorstwa G. i A. Astrei - rodziców czworga dzieci, którzy w przystępny, nieraz nieco zabawny sposób piszą o wychowaniu. Mają przy tym wiele mądrych spostrzeżeń, niekiedy zaskakujących, a niekiedy potwierdzających moje obserwacje. Część książki poświęcona jest nauczaniu języków obcych małych dzieci. Zapraszam do lektury fragmentu.






"Do końca lat pięćdziesiątych stosunek uczonych, a zatem także władz szkolnych i politycznych, do dwujęzyczności był bardzo wyraźny: w Stanach Zjednoczonych było zakazane na przykład nauczanie języków obcych do wieku ponad dziesięciu lat. Dopiero na początku lat sześćdziesiątych, na skutek szczegółowych badań psycholingwistów, wyciągnięto inne wnioski:

Dzieci wcześnie (przed ukończeniem trzeciego roku życia) wystawione na kontakt z dwoma językami miały małe trudności w opanowaniu obydwu języków. Dzieci dwujęzyczne okazjonalnie robiły błędy pod względem fonetycznym lub stosowały gramatykę i słownictwo jednego języka do drugiego". Począwszy od wieku trzech lat były świadome, że dwa języki to niezależne systemy i każdy z nich był kojarzony z konkretnymi kontekstami, w których był używany. W wieku czterech lat dzieci wykazywały normalną zdolność językową w języku ich wspólnoty i dobre umiejętności językowe w drugim. (David R. Shaffer)

Z badań wynika także, że dwujęzyczność niesie również korzyści kognitywne, to znaczy sprzyja uczeniu się.

To właśnie przez pierwsze trzy lata życia dzieci, słuchając swoich rodziców, uczą się języka. Choć początkowo wydaje się, że zabiegi rodziców są właśnie nieproduktywne, nadejdzie chwila, w której dziecko będzie umiało posłużyć się odpowiednimi słowami. Innym wynikiem badań jest także odkrycie, że uczenie się w tym wieku jest nie tylko prostsze, ale także umożliwia dzieciom swobodne myślenie w różnych językach. 

Dlatego jeśli rodzice mówią różnymi językami, warto zwracać się do dziecka od razu, to znaczy od chwili narodzin, w obydwu. Dziecko z pewnością będzie miało dodatkową trudność, z początku będzie może trochę zagubione, ale z upływem miesięcy wszystko to, co zasiejemy na tym polu, przyniesie owoce, a dziecko będzie swobodnie mówiło w dwóch językach. Możliwość wczesnego nauczenia się ich ułatwi mu przyswajanie kolejnych. To tak, jakby w jego mózgu powstały połączenia, "autostrady" w tym kierunku."


Powyższy fragment odnosi się do typowej dwujęzyczności występującej w rodzinach, w których oboje rodzice mają inne pochodzenie. Dość często mam okazję spotykać się z taką sytuacją w swoim otoczeniu. Postrzegam ją jako niezwykle ciekawą w punktu widzenia rozwoju umiejętności językowych dziecka. Co więcej zawsze cieszy mnie fakt, że maluchy urodzone w rodzinach dwujęzycznych mają ogromne szczęście i pewną przewagę na innymi. 

Dwujęzyczność to w pewnym sensie model idealny, rzadki, wpisany w najróżniejsze konfiguracje i mający różną siłę oddziaływania, niemniej wciąż idealny. Jednak nawet jeśli nie jesteśmy rodziną typowo bilingwalną możemy przynajmniej próbować stworzyć dziecku podobne warunki do rozwoju językowego. Do tego celu niezbędna jest ekspozycja na język obcy możliwie od jak najwcześniejszych lat, czy to przy pomocy mediów i nagrań, wspólnego czytania i zabaw w języku obcym, obcojęzycznej niani lub przedszkola, czy też wczesnych wyjazdów zagranicznych. Metod, dzięki którym możemy próbować zbliżyć się do modelu idealnego jest bardzo wiele. Mój blog jest tylko jednym z narzędzi, które mogą pomóc osiągnąć ten cel :) 










0 komentarze:

Prześlij komentarz